Skarby spadające z nieba, czyli o czerwonym nosie błazna

7 Views Comment Off
Skarby spadające z nieba, czyli o czerwonym nosie błazna
1 vote, 3.00 avg. rating (67% score)

Skarby spadające z nieba, czyli o czerwonym nosie błazna

Pamiętam z dzieciństwa pewną bajkę. Była ona o Jasiu, który wspinał się na winorośli fasoli do nieba. Jak już przedarł się przez chmurki to trafił do zamku. Było tam niebezpiecznie, bo zamek zamieszkiwał olbrzym o złym usposobieniu. Jasiu znalazł tam skarb. Pomimo tego, że do niego nie należał, postanowił go wykraść. Były to: harfa i kura. Ta harfa słodko grała, a kura znosiła złote jajka, zapewniając swojemu właścicielowi życie w dostatku i szczęściu. Bajka kończy się happy endem i z uśmiechem na facjacie Jasia, bo zachowuje on skarb i ujarzmia upominającego się o swoje olbrzyma. Jaki z tej bajki morał? Może z tego streszczenia morał płynie taki, że nie zawsze skarb jest w rękach dobrych ludzi. A może: „Kto nie ryzykuje, ten nie ma”? O skarbach spadających z nieba rzecz się będzie miała w tym tekście. Zacznę jednak od wspomnień.

Bajkę o „Jasiu i magicznej fasoli” oglądałam w dzieciństwie bardzo często. Podobnie zresztą jak: „Heidi” i „Piotrusia Pana„. Miałam sporo nagrań na kasetach VHS. Były to przede wszystkim wspomniane bajki, często niemieckie, ale też programy telewizyjne z muzyką i tańcami oraz filmy. Zawsze, gdy przychodził ten odpowiedni moment siadałam w fotelu i włączałam coś fajnego. Na pewno znacie te momenty, co ja tu będę dużo gadać o byczeniu się przed telewizorem z psinką na kolanie. W każdym razie interesującą postacią w tej całej opowieści był mój Dziadek, dzięki któremu te nagrania VHS miałam. Dziadek często jeździł do Niemiec w odwiedziny do cioci Zosi i wujka Kazika. Pamiętam tą ekscytację, gdy wracał do domu i wręczał mi stosik nowych nagrań. Chowałam je wtedy do szafki i po kolei oglądałam. Dziadek pokazywał mi w ten sposób inny świat, bardzo to teraz doceniam. No, ale wracając do meritum, o co chodzi z tą winoroślą do nieba, skarbem i dziadkiem? Podczas gdy zaczynam się nad tym zastanawiać, maluje się przede mną ładny obraz. Widzę machającego mi dziadka ze skarbem w ręce i winorośl wijącą się ku niebu. Dziadek stoi u jej podnóży. To tak jakby znowu chciał mi coś pokazać, albo dać do zrozumienia? Wspólny mianownik tych trzech spraw odnajduję jednak gdzie indziej. Mianowicie w spektaklu, który ostatnio oglądałam. Było to w teatrze w Gdańsku, a sztukę zatytułowano „U stóp drabiny„. Jej głównym i jedynym bohaterem był błazen Augustyn. Trochę zwariowany, wrażliwy i delikatny zarazem osobnik. Ubrany w kolorowy płaszczyk – frak, stylowe buciki i z czerwonym nosem na gumkę, jak to na błazna, klowna przystało. Augustyn był niespokojnym duchem, który poszukiwał odpowiedzi na egzystencjalne pytania wspinając się po drabinie ku niebu. Hmnm… prawdziwy z niego romantyk, lekko pogubiony. W drobnych chwilkach uniesienia grał sobie na linie niczym na harfie i tak ładnie układał wtedy dłonie. Wzruszył mnie. No i tak mnie wtedy oświeciło z tym Jasiem i wykradzionym skarbem. Przypomniałam sobie tą bajeczkę z dzieciństwa oraz to, dzięki komu ją poznałam.

https://kasior.pl/

Inne artykuły o modzie i urodzie online:

About the author

Ankieta:

Czy warto zapłacić większą ilość pieniędzy za złotą biużuterię ślubną ręcznie robioną?

View Results

Loading ... Loading ...
Kategorie
Komentarze:
Archiwum: